Archiwum | Wiadomości

aruba cloud logo m

Tags: , , , ,

Europejskie przedsiębiorstwa coraz chętniej korzystają z chmury. Polska nadal sceptyczna.

Dodany 24 maja 2019 przez admin

Europejskie firmy chętnie wybierają rozwiązania chmurowe do swoich systemów IT. Przodują w tym Włosi i Brytyjczycy. Z drugiej strony polscy przedsiębiorcy nadal deklarują brak zaufania do tego typu rozwiązań, choć cloud computing może przynieść im znaczące korzyści zarówno w obszarze bezpieczeństwa, jak i wdrażania innowacji. Czy powinni wziąć przykład z krajów Europy Zachodniej?

Chociaż transformacja cyfrowa zachodzi w całej Europie, to sektory IT w poszczególnych krajach mają swoją własną specyfikę. Wyraźnie widać to na przykładzie rynku chmury obliczeniowej. Europejski rynek ICT dynamicznie się rozwija i według analiz IDC  do 2022 r. urośnie o 22 proc., osiągając wyższe stopy wzrostu niż w jakiejkolwiek innej części świata, głównie ze względu na RODO[1]. Z kolei w Polsce poziom sceptycyzmu wobec mury jest nadal wysoki.

Według danych z raportu „Wykorzystanie usług w chmurze w przedsiębiorstwach w Polsce” przygotowanego na zlecenei Aruba Cloud, 87 proc. organizacji w naszym kraju nadal opiera swoją infrastrukturę IT na lokalnych rozwiązaniach, podczas gdy tylko 27 proc. z nich korzysta z rozwiązań chmury. Jak wynika z deklaracji ankietowanych, głównymi czynnikami zachęcającymi do przejścia do chmury są dostępność usług przez Internet (39 proc.), wyższy poziom bezpieczeństwa w obliczu ataków cybernetycznych (38 proc.) i oferowana elastyczność (w 36 proc.). Niemniej jednak 63 proc. respondentów wskazuje, że główną przeszkodą w korzystaniu z usług w chmurze są obawy dotyczące bezpieczeństwa danych. Te firmy, które zdecydowały się na model cloud stosują wszystkie modele chmury, zarówno publiczny, hybrydowy jak i prywatny. Według badania zleconego przez Aruba Cloud, 50 proc. użytkowników zwraca się do rozwiązań chmury prywatnej, 26 proc. do chmury publicznej, a 23 proc. do chmury hybrydowej. Przyczyną popularności modelu chmury prywatnej wśród polskich organizacji wydaje się być bezpośrednia kontrola, jaką rozwiązanie to zapewnia każdej firmie w zakresie bezpieczeństwa danych.

Włoski biznes prezentuje inne podejście do technologii chmurowych. Przeprowadzone w ciągu ostatnich ośmiu lat kampanie uświadamiające lokalnych przedsiębiorców w zakresie technologii chmurowych okazały się skuteczne. Obecnie włoski rynek chmury wart jest 2,34 mld euro, a od 2017 roku urósł o 19 proc. We Włoszech 82 proc. średnich i dużych organizacji korzysta z co najmniej jednej usługi w chmurze publicznej, a 23 proc. stosuje chmurę jako wsparcie dla lokalnych rozwiązań. Tendencja ta dotyczy nie tylko dużych organizacji, ale także MŚP, które w 74 proc. przypadków uznają chmurę za skuteczny sposób wprowadzania innowacji w firmie.

Włoskie nastawienie do chmury dynamicznie się zmienia. W 2017 r. na Półwyspie Apenińskim miał miejsce boom chmurę hybrydową. Jednak w 2018 r. tempo przyjmowania chmury publicznej wzrosło tam ze względu na rosnącą świadomość rozwiązań w zakresie przywracania danych w przypadku awarii, a także ze względu na wdrożenie RODO, które nałożyło na firmy obowiązek zapewnienia bezpieczeństwa danych przy projektowaniu infrastruktury.

Obecnie we Włoszech mamy do czynienia z trendem wybierania kilku dostawców rozwiązań chmurowych, tzw. multicloud. Wiele czynników może decydować o przeniesieniu niektórych usług do różnych dostawców: od poziomu świadczonych usług i wsparcia (SLA) poprzez rodzaj oferowanych rozwiązań, i  doświadczenie dostawcy w zarządzaniu usługą, do redundancji geograficznej, a nawet ceny.

Innym krajem, który w pełni przekonał się do chmury jest Wielka Brytania. Tempo, z jakim organizacje z Wysp przyjmują chmurę, jest imponujące. Jeszcze siedem lat temu nawet połowa (48 proc.) z nich nie korzystała z usług w chmurze. Obecnie odsetek firm, które przeszły na model cloud wynosi aż 88 proc. Połowa firm, które obecnie nie korzystają z chmury, spodziewa się, że wkrótce to zrobi. Szacuje się, że w ciągu dwóch lat 93 proc. organizacji skorzysta z co najmniej jednej usługi w tym modelu. Coraz większy odsetek brytyjskich organizacji chmurze publicznej ….. w zakresie tworzenia kopii zapasowych i odzyskiwania danych po awarii. Na Wyspach strategia multicloud została przyjęta przez 81 proc. organizacji. Jednocześnie rozwiązania hybrydowe tracą tam na popularności (odnotowały spadek o 7 proc. w stosunku do roku 2017)[2].

Tak duże zainteresowanie chmurą w Europie Zachodniej nie powinno być zaskoczeniem, biorąc pod uwagę fakt, że agencja badawcza Gartner prognozuje, iż w 2021 r. przychody generowane przez chmurę publiczną na całym świecie będą szacowane na około 278 mld dolarów, czyli prawie dwukrotnie więcej niż 145 mld wygenerowanych w 2017 r. Znaczna część tego rynku znajduje się w Europie[3]. Ciekawe będzie obserwowanie dalszego rozwoju europejskiego rynku chmur obliczeniowych w nadchodzących latach. Radykalny wzrost popularności tych rozwiązań to efekt połączenia skuteczności ogólnoeuropejskich kampanii uświadamiających oraz wprowadzenia dyrektywy RODO, która z potencjalnej przeszkody przekształciła się w prawdziwy akcelerator procesu cyfryzacji organizacji w całej Europie. W efekcie synergia tych procesów znacząco zwiększyła świadomość wszystkich w zakresie znaczenia danych i prywatności.

[1] https://www.idc.com/promo/global-ict-spending/forecast

[2] https://www.doherty.co.uk/blog/cloud-trends-2018

[3] https://www.gartner.com/en/newsroom/press-releases/2018-09-12-gartner-forecasts-worldwide-public-cloud-revenue-to-grow-17-percent-in-2019

Źródło: Aruba Cloud

Komentarzy (0)

infor logo

Tags: , ,

Pierwsze na świecie centrum szkoleniowe Infor Academy działa w Polsce

Dodany 22 maja 2019 przez admin

Infor, jeden z czołowych dostawców aplikacji biznesowych działających w chmurze i posiadających kompletny pakiet funkcji dla wybranych branż, uruchomił Europejskie Centrum Szkoleniowe — Infor Academy we Wrocławiu.

To pierwsza jednostka Infor Academy na świecie. Centrum odpowiada za szkolenia pracowników i partnerów Infora z zakresu najnowszych produktów i technologii, w które Infor zainwestował w ciągu ostatnich lat ponad 3 miliardy dolarów. Skuteczne korzystanie z tych innowacji wymaga tego, by pracownicy i partnerzy firmy w całej Europie otrzymali pakiet najwyższej jakości szkoleń: to właśnie zadanie Europejskiego Centrum Szkoleniowego — Infor Academy. Każdego roku Centrum będzie gościło tysiące pracowników sprzedaży i konsultantów wdrożeniowych. Każdy nowy pracownik i konsultant firmy Infor w Europie odwiedzi Wrocław by przejść obligatoryjne szkolenia. Infor Academy już działa – odbyły się pierwsze szkolenia.

– Infor intensywnie inwestuje i angażuje się w rozwijanie najnowszych technologii. Rozwiązania chmurowe oraz sztuczna inteligencja są już codziennością w biznesie. Tu, w Europejskim Centrum Szkoleniowym we Wrocławiu, wiedza dotycząca tych rozwiązań będzie gromadzona, rozwijana i przekazywana pracownikom i partnerom naszej firmy, a w kolejnych etapach – również studentom – mówi Artur Sawicki, dyrektor Center of Excellence firmy Infor, działającego we Wrocławiu od 2016 roku.

– Jesteśmy dumni z faktu, że właśnie Wrocław został wybrany na siedzibę Europejskiego Centrum Szkoleniowego – dodaje Artur Sawicki – To wyraz uznania dla dynamicznego rozwoju firmy Infor we Wrocławiu. O wyborze Wrocławia zadecydował fakt lokalizacji – w sercu Europy, z coraz lepszą siatką połączeń lotniczych, dobrą infrastrukturą hotelową, a także dostępem do świetnych ekspertów już pracujących w Infor we Wrocławiu.

Z decyzją o wyborze zbiegło się ogłoszenie tytułu „Best European Destination 2018” dla Wrocławia[1].

Na czele Europejskiego Centrum Szkoleniowego stanęła Katarzyna Bagińska. Jest pracownikiem Center of Excellence firmy Infor we Wrocławiu od dwóch lat. Obie jednostki — Europejskie Centrum Szkoleniowe oraz Center of Excellence — zostały zlokalizowane w kompleksie biurowym Retro Office House w centrum Wrocławia. Ultranowoczesne, świetnie zaprojektowane biuro w Retro Office House jest ponad dwukrotnie większe niż dotychczasowe – i dziesięciokrotnie większe od pierwszej lokalizacji firmy we Wrocławiu. Łączna powierzchnia to blisko 6 000 m2.

O Center of Excellence firmy Infor we Wrocławiu

Otwarte w kwietniu 2016 roku Center of Excellence firmy Infor konsekwentnie rozszerza globalną obsługę kolejnych procesów, produktów i klientów firmy, zwiększając skalę działania oraz zatrudnienie.

Zespół liczy 330 pracowników. W bieżącym roku firma planuje zatrudnienie kolejnych 70 osób, kierując ofertę zarówno do osób z wykształceniem i doświadczeniem w sektorze IT, jak również pracowników z innego rodzaju kompetencjami, w tym ze znajomością języków obcych (nawet, jeżeli do tej pory nie miały nic wspólnego z branżą IT).

[1] https://www.europeanbestdestinations.com/european-best-destinations-2018/

Źródło: Infor

Komentarzy (0)

H88 logo

Tags: , ,

7855 rejestracji w tydzień – nietypowe domeny podbijają świat

Dodany 22 maja 2019 przez admin

35590 to liczba nowych domen z nietypowymi rozszerzeniami, które zostały zarejestrowane  w Polsce do 2 lutego bieżącego roku. Do najpopularniejszych rozszerzeń należą: .online, .xyz, .ovh, .site, .cloud, .app, .shop, .tech, .club oraz .art. Na całym świecie w tym samym czasie zrejestrowano łącznie 26 174 559 nietypowych domen, a do najpopularniejszych należą: .top, .xyz, .loan, .club, .online, .site, .vip, .icu, .shop oraz .work. Tylko w ostatnim tygodniu zarejestrowano na świece aż 7855 takich domen.

Nowe domeny z nietypowymi rozszerzeniami (tzw. „new gTLD” – „generic top-level domains”) pojawiły się w świecie internetu od 2014 roku. Było to 2 lata po tym, kiedy to ICANN – organizacja odpowiadająca za przyznawanie nazw domen internetowych, ustalanie ich struktury oraz za ogólny nadzór nad działaniem serwerów DNS na całym świecie – dopuściła taką możliwość dla wszystkich zainteresowanych firm. Wcześniej w internecie funkcjonowało zaledwie 22 domeny gTLD (jak .com, .info czy .travel).

„Aby zarejestrować nowe rozszerzenie domeny, firmy – chcące później oferować to rozszerzenie na rynku – muszą uiścić opłatę weryfikacyjną do ICANN w wysokości 185 tys. dolarów, a także cokwartalną opłatę. Wedle danych ICANN z końca kwietnia br., do tego czasu złożono łącznie 1930 wniosków o rejestrację nowych rozszerzeń domen. Jak łatwo policzyć, dało to ICANN ponad 357 milionów dolarów przychodów z samej opłaty weryfikacyjnej, co ewidentnie świadczy o wielkim sukcesie programu” – mówi Elżbieta Kornaś, Brand Director w serwisie Domeny.pl, który wyspecjalizował się w umożliwianiu użytkownikom rejestracji nietypowych domen z całego świata.

Zdaniem przedstawicielki Domeny.pl, patrząc na liczbę zarejestrowanych do tej pory nietypowych domen, program okazał się także dużym sukcesem dla rejestratorów, którzy podjęli ryzyko i zdecydowali się zaoferować swoje rozszerzenie użytkownikom internetu. Jak podkreśla Elżbieta Kornaś, pojawienie się nowych domen wynikało jednak nie tylko z chęci zarobienia. Powodem było również to, że wiele domen z popularnymi rozszerzeniami po prostu było zajętych.

„Dodatkowo nowe domeny zaoferowały zupełnie nowe możliwości, pozwalając ściśle utożsamić adres internetowy z profilem działania firmy, a także umożliwiły lepsze pozycjonowanie w wyszukiwarkach internetowych. Dobrym przykładem są takie rozszerzenia, jak .bar czy .pizza dla działalności gastronomicznej, .sport dla sklepów sportowych, .school dla szkół, .bank dla banków, czy .cloud, .app, .tech czy .shop dla start-upów technologicznych i sklepów internetowych” – mówi Elżbieta Kornaś.

Sukces domen nTLD powoduje wchodzenie na rynek kolejnych, jak np. niedawno zarejestrowane przez Google rozszerzenie .dev. Według danych Domeny.pl, w ciągu zaledwie dwóch miesięcy od pojawienia się rozszerzenia .dev na globalnym rynku zarejestrowano 129 424 domen z tą końcówką. Podobnie na świecie szybko zyskują na popularności inne nowe rozszerzenia, jak np. .page (14454 rejestracji) czy sport (8743 rejestracji).

„Dzięki nowym rozszerzeniom można stworzyć bardzo atrakcyjne adresy, które potrafią osiągać na rynku wtórnym ceny niewiele niższe niż te z końcówką .com. Przykładowo za adres casino.online w 2018 roku zapłacono 510 tys. dolarów! Pokazuje to potencjał, jaki drzemie w nowych domenach” – podsumowuje Elżbieta Kornaś z Domeny.pl

Źródło: Domeny.pl

Komentarzy (0)

zenbox logo

Tags: ,

Kolejki w urzędach odejdą w zapomnienie? Urzędnicy dostrzegli zalety e-Administracji

Dodany 21 maja 2019 przez admin

Polska administracja publiczna stawia na szybki i nowoczesny kontakt z petentem. Według najnowszych danych Głównego Urzędu Statystycznego w 2018 roku aż 96,6 proc. urzędów, samorządów itd. udostępniało swoje usługi przez Internet. Liderami w tym podsumowaniu są Urzędy Marszałkowskie. Wszystkie poszły drogą digitalizacji.

W raporcie GUS czytamy, że 71,0 proc. jednostek korzystało z dostępu do Internetu za pomocą stałego łącza w technologii DSL. Wśród korzyści wynikających z jej zastosowania trzy czwarte badanych wskazywało na skrócenie czasu realizacji usług. Wykorzystanie szerokopasmowych łączy jest podstawowym warunkiem istnienia sprawnej  e-Administracji. W zeszłym roku dostęp do sieci poprzez łącze w technologii DSL najczęściej  deklarowały urzędy gmin – 75,1 proc. Jednostki administracji rządowej preferowały dostęp do sieci globalnej poprzez inne  szerokopasmowe łącza stałe – 91,1 proc. Coraz powszechniejsze staje się korzystanie  z Internetu za pomocą technologii mobilnych. Ten rodzaj dostępu deklarowało 70,5 proc. urzędów w Polsce. Kto z nas chociaż raz w życiu nie spędził kilku godzin na osobistym załatwianiu spraw urzędowych? Na staniu w kolejce po odbiór dokumentów, zaświadczeń itd. W cyfrowym świecie większość spraw można odhaczyć sprzed ekranu komputera. Do ideału jeszcze daleko, ale tzw. papierologia powoli odchodzi do lamusa. Rozwój e-Administracji dzieje się na naszych oczach, nie wszyscy jednak to dostrzegają lub dają się do tego przekonać – komentuje Bartosz Gadzimski, z firmy hostingowej Zenbox.

W dobie upowszechniania technologii cyfrowych, jednostki administracji publicznej czynią starania, aby jak najwięcej spraw można było załatwić online, pomijając osobisty kontakt. W 2018 r. 96,6 proc. jednostek administracji publicznej oferowało usługi elektroniczne dla obywateli. Najwięcej podmiotów świadczyło e-usługi w obszarze spraw obywatelskich (81,9 proc.). Czynności, które kilka lat temu zajmowały nam niezliczone godziny teraz możemy wykonać w kilka minut. Mam tu na myśli np. złożenie wniosku o nowy dowód osobisty, zawiadomienie o sprzedaży samochodu czy dopisanie się do rejestru wyborców – mówi Bartosz Gadzimski. Przełomem w Polsce była platforma ePUAP i możliwość założenia Profilu Zaufanego. Użytkownik Internetu może w ten sposób szybko i łatwo potwierdzać swoją tożsamość i elektronicznie podpisywać dokumenty oraz prowadzić korespondencję z podmiotami publicznymi.

Digitalizacja dotyka nie tylko osoby pragnące załatwiać sprawy w urzędach. Udogodnienia wynikające z korzystania z mobilnego dostępu do Internetu powodują  potrzebę wyposażania pracowników w odpowiednie urządzenia. Dane Głównego Urzędu Statystycznego mówią, że  w 2018 r. 80,5 proc. jednostek administracji publicznej zapewniało swoim pracownikom urządzenia przenośne pozwalające na mobilne łączenie się z Internetem w celach służbowych.

Źródło: Zenbox

Komentarzy (0)

infakt logo

Tags: , , ,

Centralny Rejestr Faktur – nowe narzędzie kontroli przedsiębiorców

Dodany 20 maja 2019 przez admin

Polski aparat skarbowy niedługo dostanie nowe narzędzie do walki z nadużyciami podatkowymi. Będzie nim Centralny Rejestr Faktur, który ma zostać utworzony już 1 lipca. Jakie dane będą w nim gromadzone i czy na przedsiębiorców spadną w związku z tym kolejne obowiązki?

Komisja Europejska 1.12.2010 roku wydała dokument zwany „Zieloną Księgą” w sprawie przyszłości podatku VAT. Określała ona zalecenia, które były niezbędne do prostszego oraz wydajniejszego rozliczania podatku od towarów i usług. Dodatkowo jednym z narzędzi, które miało na celu zminimalizowanie oszustw podatkowych, miał być system monitorujący wszystkie faktury w zestawieniu z rozliczeniami dokonanymi przez przedsiębiorców z tytułu podatku VAT.

Takim narzędziem będzie w Polsce Centralny Rejestr Faktur. Jest to narzędzie umożliwiające sprawdzanie poprawności wystawiania faktur, analizy i wykrywanie karuzel podatkowych oraz eliminację między innymi tzw. pustych faktur, czyli dokumentujących fikcyjne transakcje. Dodatkowo CRF ma usprawnić oraz przyspieszyć kontrole podatkowe.

W Centralnym Rejestrze Faktur aparat skarbowy będzie gromadził wszystkie dane przesyłane w strukturach JPK oraz deklaracji VAT, a w późniejszym czasie dane przesyłane w nowej strukturze JPK_VDEK. Na podstawie tych informacji szef Krajowej Administracji Skarbowej będzie weryfikował dane na potrzeby związane z kontrolą. Sprawdzane będą rozliczenia, puste faktury, błędy. Obecnie przepisy nie wymieniają definicji błędu. W praktyce będzie chodziło o wszystkie uchybienia „utrudniające” analizę danych. Sankcje, np. mandat lub zablokowanie firmowych kont, będą uzależnione od wagi przestępstwa.

Warto podkreślić, że podatnicy nie będą mieć żadnych dodatkowych obowiązków związanych z Centralnym Rejestrem Faktur. Natomiast wprowadzenie narzędzia ułatwi oraz przyspieszy procedury kontrolne, przez co można się spodziewać ich wzmożonej liczby. W mojej opinii CRF jest kolejnym krokiem do wprowadzenia JPK_VDEK oraz eliminacji deklaracji VAT. W zamyśle ustawodawcy JPK_VDEK ma uprościć rozliczenia podatku od towarów i usług. Nowy plik odzwierciedli dane przesyłane obecnie w deklaracjach VAT oraz w pliku JPK_VAT. Dodatkowo będzie zawierał dane, które są potrzebne do analizy rozliczeń tego podatku i jego kontroli.

W mojej opinii bez CRF nie powstałaby nowa struktura JPK, ponieważ nie wiadomo byłoby, w jaki sposób kontrolować przesyłane dane.

Piotr Ciszewski, ekspert podatkowy w firmie inFakt, oferującej nowoczesne rozwiązania księgowe

Komentarzy (0)

plextor logo

Tags: ,

5 powodów przez które twój dysk SSD nie działa tak, jakbyś tego oczekiwał

Dodany 02 maja 2019 przez admin

Dyski SSD gwarantują zdecydowanie wyższą wydajność pracy niż dyski twarde, oferując kilkukrotnie większą prędkość zapisu i odczytu danych. Mimo to często zdarza się, że nie działają one tak dobrze, jak oczekujemy tego przy zakupie. Oto pięć powodów, które mogą za tym stać.

Zapełnienie danymi

To jeden z najczęściej pojawiających się powodów, przez który wydajność nośnika SSD znacznie spada. Szacuje się, że do takiej sytuacji dochodzi w momencie, gdy dysk zostanie zapełniony w około 75 proc., choć jest to uzależnione od każdego konkretnego modelu i nie dotyczy wszystkich. Trudno także wskazać jak bardzo zapełnienie dysku wpływa na jakiego wydajność, bo uzależnione jest to m.in. od kości pamięci oraz kontrolera wykorzystanego do produkcji komponentu.

Starsza płyta główna

Wybór nośnika SSD powinniśmy uzależnić od interfejsów wspieranych przez płytę główną zamontowaną w komputerze. Niewykluczone na przykład, że w starszym sprzęcie dysponujemy złączem PCI Express w wersji 2.0, podczas gdy najnowsze modele wymagają wersji PCIe 3.0. W takim wypadku nośnik będzie współpracował z płytą główną, ale jego wydajność nie będzie dorównywać deklarowanej przez producenta. Podobnie jest z dyskami SATA SSD. Gdy dysk SATA3 będzie podłączony do interfejsu SATA1 lub SATA2, wydajność będzie niższa od deklarowanej.

Ułożenie komórek pamięci

Przez lata ograniczeniem dla możliwości dysków SSD było ułożenie komórek w jednej płaszczyźnie. Przełomowe okazało się przejście na warstwowe układanie komórek (3D NAND), co umożliwiło zwiększenie pojemności i prędkości dostępu do danych – przy zachowaniu tego samego rozmiaru kości. Warto zwrócić uwagę na ten element szczególnie wtedy, gdy kupujemy nośnik oparty o kości pamięci TLC. 3D TLC zapewniają stabilną wydajność i trwałość nośnika, podczas gdy dysk z 2D TLC może okazać się wielkim rozczarowaniem.

Nieaktualny firmware

Niektórzy producenci dysków SSD dbają o komfort użytkowania nośników, oferując dodatkowe oprogramowanie lub aktualizując firmware w celu zwiększenia wydajności komponentu, czy poprawy dostrzeżonych błędów. Jednym z nich jest Plextor, który ułatwia aktualizację firmware, udostępniając dedykowany do tego program PlexTool. Dzięki niemu bez przeszkód, krok po kroku, przejdziemy przez cały proces.

Unikaj no name’ów

Przy zakupie dysku SSD wybierz rozwiązanie oferowane przez sprawdzonego producenta. Na chińskich portalach aukcyjnych bez problemu znajdziemy bardzo tani i pojemny nośnik, ale takiego zakupu szybko możemy pożałować. Często są one zbudowane z gorszej klasy komponentów i nie oferują wsparcia technicznego czy gwarancyjnego w przypadku usterki. W skrajnych przypadkach możemy natrafić nawet na SSD zbudowany z kilku tanich kart pamięci SD. Biorąc pod uwagę ogólny spadek cen dysków SSD na przestrzeni ostatnich miesięcy, warto nieco dopłacić i wybrać produkt znanej firmy.

Podsumowanie

Powyżej przedstawiliśmy pięć powodów, przez które dysk SSD może nie działać tak wydajnie, jak można byłoby tego oczekiwać. Niektóre z nich warto mieć w głowie jeszcze przed zakupem nośnika, inne – jak choćby aktualizacja firmware – podczas użytkowania sprzętu. Jeśli będziemy o nich pamiętać, powinniśmy uniknąć sytuacji, w których dysk SSD będzie nas zawodził.

Źródło: Plextor

Komentarzy (0)

H88 logo

Tags: , ,

H88 uznany za operatora usługi kluczowej przez MC

Dodany 27 kwietnia 2019 przez admin

H88 uznany za operatora usługi kluczowej przez MC

Grupa H88 – do której należą m.in. serwisy hostingowe Domeny.pl, Hekko.pl, Kei.pl czy Linuxpl.com – została uznana przez Ministerstwo Cyfryzacji (MC) za operatora usługi kluczowej w sektorze infrastruktury, polegającej na prowadzeniu autorytatywnego serwera DNS. Ta administracyjna decyzja ministerstwa zbiegła się w czasie z wdrożeniem w grupie H88 kliku nowych istotnych rozwiązań poprawiających bezpieczeństwo klientów – systemu DNS Anycast, a wcześniej także (we współpracy z NASK) usługi „registry lock” dla domeny .pl.

 

Uznanie H88 za operatora usługi kluczowej wynika ze skali działania firmy. Tytuł ten jest przyznawany każdemu dostawcy usług webhostingowych, który ma ponad 100 tys. klientów, co określa ustawa o krajowym systemie cyberbezpieczeństwa z 5 lipca 2018 rok. Grupa H88 ma ok. 230 tys. klientów i należy do pierwszej trójki największych dostawców tego typu usług w Polsce. Jednocześnie jest jedną z najszybciej rozwijających się firm w branży.

„Wraz z tym tytułem idzie w parze także szereg obowiązków, które musi spełnić operator usług kluczowych. Obejmują one m.in. obowiązek utrzymywania systemu zarządzania bezpieczeństwem, który umożliwia szacowanie ryzyka wystąpienia incydentu oraz zarządzanie tym ryzykiem. Operator usług kluczowych jest także zobowiązany do monitoringu zagrożeń, wydawania zawiadomień o niebezpieczeństwie i rozwiązywania incydentów. Musi również zapewnić wysoki poziom bezpieczeństwa i wydajności systemów IT służących do świadczenia swoich usług, co ma zagwarantować ich niezakłócone działanie” – mówi Artur Pajkert, Brand Director w serwisie Linuxpl.com.

Jak zaznacza przedstawiciel grupy H88, wszystkie te procedury od dawna istnieją w serwisach firmy. Jednocześnie cały czas inwestuje ona w nowe rozwiązania poprawiające bezpieczeństwo swoich klientów. Najnowszym przykładem takiej inwestycji jest właśnie wdrożona we wszystkich markach H88 technologia DNS Anycast. Zapewnia ona szybszy dostęp do stron www, niezależenie od lokalizacji użytkowników, oraz minimalizuje skutki ataków typu DDoS.

„Dzięki temu rozwiązaniu, zapytanie użytkownika o konkretną domenę, czyli wpisanie przez niego adresu www w przeglądarce, jest przekierowane do najbliższej mu lokalizacji serwera DNS. Jeśli ta lokalizacja z jakiegoś powodu jest niedostępna, to zapytanie jest kierowane do kolejnej lokalizacji. Zwiększa to szybkość działania stron www klientów, a także uodparnia naszą infrastrukturę na ataki, bo łatwiej jest unieruchomić przez atak hakerski jedną lokalizacje, w której są fizycznie zlokalizowane serwery DNS, niż 16, a taką liczbę lokalizacji serwerów DNS w Polsce i na świecie wykorzystuje obecnie H88” – tłumaczy Artur Pajkert.

Według niedawnych badań H88, dobra wydajność i bezpieczeństwo, na których poprawę wpływa usługa DNS Anycast, to najważniejsze cechy dobrego hostingu dla właściciel stron i sklepów internetowych. Więcej informacji na temat tych badań oraz usługi DNS Anycast można znaleźć tutaj: https://linuxpl.com/blog/dns-anycast/.

Grupa H88 we współpracy z NASK uruchomiła także niedawno usługę „registry lock” dla domen z rozszerzeniem .pl. Dzięki tej usłudze, można zabezpieczyć domenę z poziomu rejestru przed nieautoryzowanymi bądź przypadkowymi zmianami administracyjnymi, w tym próbami usunięcia lub przejęcia domeny.

 

Większość firm nie zdaje sobie sprawy, jak łatwo jest przejąć domenę, np. przez zmianę danych abonenta czy transferując ją do własnej firmy hostingowej). Wystarczy do tego login i hasło dostępu i wypełnienie formularza online. Tymczasem domena to dla wielu firm bardzo ważny składnik ich majątku, a jej wartość może sięgać wielu milionów złotych. Przykładowo: adres Zoom.com został niedawno sprzedany na rynku wtórnym za 2 miliony dolarów! Nasza nowa usługa blokuje możliwość niepożądanych zmian we właściwościach domeny bez zgody ich właściciela lub właścicieli” – tłumaczy Elżbieta Kornaś, Brand Director w serwisie Domeny.pl.

Źródło: H88

Komentarzy (0)

aruba cloud logo m

Tags: ,

Czy europejski rynek cyfrowy jest jednolity?

Dodany 27 kwietnia 2019 przez admin

Współczesna Europa zawdzięcza swoją pozycję w dużym stopniu synergii jaką przyniosło połączenie zaawansowanego przemysłu z modelem politycznym opartym na współpracy między jej krajami. Obecnie czas tradycyjnej gospodarki się kończy, a my weszliśmy w okres czwartej rewolucji przemysłowej. Świadomi tego europejscy politycy starają się wdrażać strategię, by mieszkańcy starego kontynentu mogli stać się jej beneficjentami. Czy im się to udaje?

Podzielona i wyniszczona wojną Europa na początku drugiej połowy XX wieku szukała sposobu na odbudowę gospodarki i utrzymanie swojego globalnego znaczenia w podzielonym pomiędzy dwa mocarstwa świecie. 6 państw starego kontynentu postanowiło powołać wspólny rynek węgla i stali, co stanowiło jeden z kluczowych impulsów pozwalających wrócić Europie na ścieżkę rozwoju. 65 lat później rozwój gospodarki nie opiera się na wydobyciu rudy, ale na danych. Mechanizm współpracy i płynących z niego korzyści nadal jednak jest skuteczną metodą budowania gospodarczej przewagi. W epoce Industry 4.0 Unia Europejska nadal stara się jak najszerzej trzymać się zasady kooperacji i znoszenia barier, dlatego  w 2015 r. opublikowano Strategię na rzecz Jednolitego Rynku Cyfrowego.

Strategia ta miała na celu realizację trzech głównych priorytetów. Po pierwsze, co dość oczywiste, dalszą integrację rynku europejskiego. By do tego doprowadzić trzeba było nie tylko dostosować przepisy, ale także nakłonić firmy do zniesienia sztucznych barier, jak miało to miejsce, chociażby przy zniesieniu dodatkowych opłat za roaming. Po drugie strategia jest odpowiedzią na nowe zagrożenia cyfrowego świata. Cyberbezpieczeństwo, ochrona danych osobowych czy chronienie najmłodszych przed nieodpowiednimi teściami to zadania, których skuteczna realizacja wymaga kooperacji na ponadnarodowym szczeblu. Wreszcie po trzecie Jednolity Rynek Cyfrowy (w skrócie DSM) ma być impulsem dla gospodarki opartej na danych. Europejskie firmy by skutecznie konkurować globalnymi liderami potrzebują odpowiedniego środowiska do wzrostu, a także wsparcia kapitału zarówno finansowego, ludzkiego, jak i intelektualnego. Według Komisji Europejskiej, gdyby jednolity rynek cyfrowy działał w pełni, to gospodarka UE zyskałaby 415 mld euro rocznie. Jak były realizowane te cele przez ostatnie lata?

Równe prawa dla wszystkich europejczyków

Mijająca kadencja Parlamentu Europejskiego obfitowała w wydarzenia o dużym znaczeniu dla technologicznego świata. Unia pokazała, że chce aspirować do roli organizacji ustanawiającej globalne standardy zarządzania cyfrową gospodarką. Przykładem takiego działania było chociażby rozporządzenie RODO.  To pierwszy przykład w globalnej historii zakrojonej na tak szeroką skalę kwestii regulacji danych osobowych. O ile przed rozporządzeniem krajowi regulatorzy nie mieli większego wpływu na globalnych graczy, którzy mieli ogromną swobodę operowania naszymi danymi, o tyle jego przyjęcie zmieniło kompletnie paradygmat w tej kwestii. Podobnie istotną rolę odegrały działania w obszarze uspójnienia rynku poprzez nakłonienie firm do równego traktowania wszystkich obywateli UE, jak to miało miejsce w przypadku wspomnianego już ograniczenia geoblokowania. Sklepy internetowe nie mogą odmówić nam sprzedaży produktu tylko dlatego, że mieszkamy w kraju innym niż jego siedziba. Podobnie sytuacja wygląda z platformami streamingowymi. Kolejnym krokiem w otwieraniu rynku cyfrowego w Europie będzie wchodzące 29 maja rozporządzenie o swobodnym przepływie danych nieosobowych. Unia w ten sposób daje zielone światło dla rozwoju rynku np. Big Data, IoT czy sztucznej inteligencji. Komisja zobowiązała się wspierać dostawców IT przy tworzeniu kodeksów postępowania branżowego. Podobny kodeks opracowała już w 2016 CISPE, organizacja zrzeszająca dostawców usług chmurowych, do której należy m.in. Aruba Cloud. Kodeksy obejmować powinny w szczególności informacje o miejscu przechowywania lub przetwarzania danych oraz kwestiach technicznych dotyczących przetwarzanych informacji.

Koniec z ograniczeniami w streamingu

Obecnie niezależnie od kraju, w jakim się znajdujemy możemy korzystać np. z usług VOD jakbyśmy nie ruszali się z domu By mówić o jednolitym rynku w tym obszarze jeszcze jednak daleka droga, problem własności praw jeszcze długo nie umożliwi pełnej unifikacji dostępu do dzieł kultury. Jednak decydenci odpowiadający za DSM planują dalszą interwencję w politykę platform streamingowych. Jednym z pomysłów jest dyrektywa zapewnianiająca co najmniej 30 proc. udziału utworów europejskich w bibliotekach serwisów. Dodatkowo projekt pozwoli krajom członkowskim nakładać na serwisy VOD obowiązek wnoszenia wkładu finansowego w rodzimą produkcję..

Walka z gigantami

Głośnym echem odbił się też konflikt Komisji Europejskiej z globalnymi graczami takimi jak Google  i Facebook. Pierwszy z nich został obciążony gigantycznymi karami za nadużywanie swojej monopolistycznej pozycji, przekraczającymi miliardy euro. Drugi uniknął co prawda tak poważnych konsekwencji finansowych, jednak musiał gęsto się tłumaczyć z afery Cambridge Analityca. Ostatnim wydarzeniem, które mocno wpłynęło na cyfrową gospodarkę było przyjęcie nowej dyrektywy o prawach autorskich. Jakkolwiek oceniać jej zapisy, istnieje szansa, że jej implementacja może istotnie wpłynąć na to jakie i w jaki sposób będziemy konsumować treści w Internecie. Patrząc na wyzwania cyfrowej gospodarki to dopiero rozgrzewka przed wyzwaniami jakie czekają Unię jeśli chce, by jej obywatele byli bezpieczni w sieci, a lokalne firmy konkurencyjne wobec globalnych graczy. Trudno sprzeciwić się tezie, że obecnie tylko Unia Europejska jest siłą polityczną, która realnie może wpłynąć na działanie największych firm technologicznych. Jednak o ile wola ich uregulowania jest powszechna, to brak zgody co do modelu. Jednym z pomysłów jest wprowadzenie europejskiego podatku od dochodów z działalności platform cyfrowych. Inny pomysł, lansowany przez jednego z faworytów na stanowisko szefa Komisji Europejskiej Guya Verhofstadta, zakłada utworzenie paneuropejskiej instytucji regulującej działania technologicznych gigantów.

Europejskie repozytorium wiedzy

Kolejnym krokiem do ujednolicenia rynku cyfrowego jest ułatwienie swobodnego przepływu informacji pomiędzy instytucjami zajmującymi się nauką i edukacją. Wartym przybliżenia działaniem w tym obszarze jest powołanie inicjatywy Europejskiej Chmury Naukowej. Dzięki 6,7 mld euro z inwestycji publicznych i prywatnych do 2020 r. zaoferuje ona zaoferuje 1,7 mln naukowcom w Europie i 70 mln specjalistom w dziedzinie nauki środowisko wirtualne do przechowywania, udostępniania i ponownego wykorzystywania danych w różnych dziedzinach i granicach. Jest to pierwszy krok we wdrażaniu szerszej strategii Open Science, która zakłada m.in. wprowadzenie do wniosków grantowych udostępnienia w domenie publicznej artykułów naukowych, a także danych wykorzystanych w badaniu do ponownego przetworzenia przez naukowców z innych ośrodków.

Wypowiedzi udziela: Marcin Zmaczyński, Head of Marketing CEE w Aruba Cloud

Komentarzy (0)

Tags: , ,

Od małego startupu do lidera nowoczesnej edukacji w Polsce

Dodany 27 kwietnia 2019 przez admin

Tysiące godzin spędzonych nad klawiaturą, setki ludzi, którzy utknęli na życiowej mieliźnie, ale postanowili dać sobie drugą szansę. Maciej Oleksy, twórca szkoły programowania online Kodilla.com opowiada o idei, która nieźle namieszała w polskiej edukacji i zaczęła zmieniać rynek pracy.

Maciej kiedyś pracował w kilku mniejszych firmach, a potem trafił do korporacji. W pewnym momencie zobaczył, że to nie jego droga. Postanowił zupełnie zmienić charakter swojej pracy. Zauważył jednocześnie, że jest sporo osób, które czują podobny dysonans, ale brakuje im odwagi, żeby to zmienić. Postanowił im pomóc.

– Któregoś dnia budzisz się rano do pracy, stajesz przed lustrem i zadajesz sobie pytanie, które trawi cię od dawna. Jak to możliwe, że pracuję tam, gdzie pracuję? Perspektywa kolejnego dnia spędzonego w biurze przyprawia cię o mdłości, bo już dawno nie ma to nic w wspólnego z tym, czym naprawdę chcesz się zajmować. Rutynowe zadania są cieniem twoich danych ambicji. Nikt cię do tego nie zmuszał, masz świadomość, że obecna praca to wynik wybranego w przeszłości kierunku studiów, ale co do cholery sprawiło, że go wybrałeś? Decyzje podejmowane w wieku 18-19 lat rzadko bywają trafne – mówi Maciej Oleksy i podkreśla, że historia Kodilli nie jest bynajmniej opowieścią o nim, o jego firmie, nagrodach, przychodach i tysiącach sprzedanych bootcampów. To setki różnych historii o ludziach, którzy postanowili ponownie, a czasem dopiero pierwszy raz w swoim zawodowym życiu, złapać wiatr w żagle.

Czego Jaś nie umie, tego nauczą Jana

Jeśli chce się coś zmienić, za błędy młodości trzeba zapłacić, ale nie chodzi wyłącznie o pieniądze. Nowego zawodu tak po prostu nie da się kupić. Certyfikat oprawiony w ramkę bardzo często nie ma nic wspólnego z faktycznymi umiejętnościami.

Idea wykiełkowała w 2013 roku. Najpierw powstała strona internetowa codemy.pl z darmowymi kursami i wsparciem, która przerodziła się w obecną szkołę programowania online Kodilla.com.

Pokazaliśmy jako pierwsza i największa e-szkoła IT w Polsce, że nauka w trybie online ma sens. Sceptyków oczywiście nie brakowało, bo podobnie jak kiedyś ludzie nie wierzyli w bankowość elektroniczną, tak teraz niektórym ciężko jest przyjąć, że naturalny kierunek, również w edukacji, to internet. Szczególnie dla osób, którym różnego rodzaju ograniczenia uniemożliwiają inną formę nauki. Dajemy im dużą elastyczność, ale oczekujemy zarazem dużego zaangażowania i poświęconego czasu – przyznaje twórca szkoły.

Swoboda w sieci

Podjęcie odważnej decyzji to jedno, ale wprowadzenie jej w życie, to zupełnie inna sprawa.

– Rodzina, rachunki, kredyt, codzienna gonitwa z domu do przedszkola, szkoły, pracy. Jak ktoś, kto uważa, że już dawno stracił swoją szansę, może znaleźć energię i czas na naukę czegoś nowego, na nowy początek? Może nie warto ryzykować? Odpowiedzią są właśnie szkolenia online, ale mimo że nasi studenci są w zupełnie innym miejscu, nie zostawiamy ich samym sobie. Są z nimi nasi dedykowani Mentorzy (1:1).

Mentorzy Kodilli to doświadczeni programiści, którzy na co dzień pracują zawodowo w branży IT. Mają podobny rytm funkcjonowania, jak potencjalny kursant, więc łatwiej jest się im wspólnie dopasować i ustalać terminy rozmów. Równoległa praca mentora w zawodzie gwarantuje naukę z praktykiem, co może być trudniejsze w przypadku osób uczących etatowo na kursach stacjonarnych.

Nauka u nas to po prostu takie korepetycje online, gdzie ktoś prowadzi cię za rękę i tłumaczy krok po kroku kolejne działania. To lepsze podejście niż klasa, w której twój głos szybko ginie w tłumie. Przynajmniej na początku ścieżki. Na późniejszych etapach tworzymy grupy projektowe budujące praktyczne rozwiązania.

Jak podkreśla Maciej Oleksy, formuła nauki w Kodilli opiera się na ciągłym poszukiwaniu odpowiedzi. Masz już dość i chcesz, aby mentor podpowiedział ci jakie jest rozwiązanie? Proszę bardzo, ale to droga donikąd. Wskazywanie odpowiednich źródeł, podpowiedzi w kodzie, nauka zadawania odpowiednich pytań – to jest kierunek, w który wierzą.

Rzucamy na coraz głębszą wodę, ale nie podtykamy kół ratunkowych. Fakt, z kołem utrzymasz się na powierzchni, ale nie nauczysz się pływać, a na rozmowach rekrutacyjnych fale będą wysokie i trzeba będzie umieć sobie poradzić już samemu.

Co nagle to po diable

Czy w miesiąc, dwa można wykształcić juniora programistę? W Kodilli w to nie wierzą. Tam obowiązuje zasada: ucz się długo, przyswajając małe porcje informacji.

Przeciętny człowiek ma ograniczone możliwości adaptacji wiedzy. A my przecież mówimy o ludziach, którzy mają na głowie kupę innych obowiązków. Co byłoby, gdyby zapisali się na kilkutygodniowy kurs stacjonarny? Okej, wezmą urlop w pracy, ale przy tak szaleńczym tempie wiedza, która wlatuje jednym uchem, dość szybko zacznie wylewać się drugim. Efektem będzie ten wspomniany wcześniej certyfikat oprawiony w ramkę, którym można się będzie pochwalić przed znajomymi. I nic więcej. Dlatego my postawiliśmy na 6 i 9-miesięczne szkolenia. Zakres materiału jest podobny, ale czasu na przyswojenie wiedzy, przetrawienie jej i przećwiczenie dajemy znacznie, znacznie więcej.

Taki model owocuje też w przyszłości na rozmowach o pracę.

– Rekruterzy techniczni przychylniej patrzą na osoby, które znają mniej zagadnień od podszewki, niż na takie, które tylko ślizgają się po powierzchni stu technologii.

Gwarantują i wymagają

Kodilla.com jako jedyna szkoła polska programowania oprócz bootcampów, czyli szkoleń z programowania oferuje Program Gwarancja Pracy.

Nie chodzi o zlecenia freelancerskie, ale zatrudnienie na stałe. Niektórzy doszukują się w tym podstępu, a my stawiamy sprawę jasno. Doskonale wiemy i mówimy o tym, że nie każdy, kto wykupi udział w tym programie, dostanie pracę. Bierzemy to na siebie i jeśli mu się nie uda, oddajemy mu 100 proc. kosztów poniesionych na szkolenie.

Warunki są jednak twarde. Trzeba się zaangażować, zadania kończyć w terminie, pracować nad komunikacją. – Jeśli ktoś idzie po linii najmniejszego oporu, nie pracuje nad sobą, nie spełnia założeń programu, wtedy w większości przypadków nie będzie mógł liczyć na taki zwrot. Obiecujemy pomoc w znalezieniu pracy tym, którzy jej naprawdę chcą, ale tylko połowa sukcesu zależy od nas. Druga połowa to zaangażowanie kursanta.

Nowe horyzonty edukacji

Edukacja to okres, w którym jesteś nauczany przez kogoś, kogo nie znasz, o czymś, czego nie chcesz wiedzieć – tak na przełomie XIX i XX wieku opisywał ówczesny system brytyjski pisarz, mistrz groteski i paradoksu Gilbert Keith Chesterton. Paradoks współczesnej edukacji polega na tym, że od grubo ponad 100 lat właściwie nic się nie zmieniło. Dopiero ostatnia dekada przyniosła przełom.

Przeszkoliliśmy już ponad 2000 osób. Po tę formę nauki sięga coraz więcej ludzi. Nie ma tu żadnej reguły, jeśli chodzi o wiek, doświadczenie zawodowe, wykształcenie czy profesję. W Kodilla.com programowania uczyli się już operator kamery, stewardessa, psychiatra, prawnik czy konstruktor wiązek elektrycznych. Ale były te osoby wcześniej już jakoś związane z IT, np. administrator baz danych, administrator serwerów, a nawet nauczyciel matematyki i… informatyki z 13-letnim stażem. To właśnie poprzez IT ten system edukacyjny się zaczął zmieniać. Rozwój technologii to rozwój nowych potrzeb i możliwości. Otaczamy się elektroniką, poruszamy się w chmurach obliczeniowych, skracamy dystans. Jednocześnie chcemy też zmieniać coś w sobie i dostajemy taką szansę bez konieczności wychodzenia z domu, zapisywania się na wieloletnie studia, spędzania wielu godzin na kursach stacjonarnych. Tradycyjna edukacja to przeżytek, a naturalnym kierunkiem jest zawodowe szkolnictwo głównie w trybie online. Warto z niego korzystać także podczas podejmowania decyzji o zmianie zawodu, bo wyznaczają go programiści, a na nich na rynku wciąż jest ogromne zapotrzebowanie – podsumowuje Maciej Oleksy.

Źródło: Kodilla.com

Komentarzy (0)

marketplanet logo

Tags: , ,

E-przetargi. Krajobraz po zmianach

Dodany 20 marca 2019 przez admin

Na 18 października 2018 roku instytucje publiczne czekały z niepokojem. Nowe zapisy w ustawie Prawo Zamówień Publicznych zmusiły zamawiających i wykonawców do poważnych zmian w procesie przetargowym. Pierwsze miesiące funkcjonowania zmodyfikowanej ustawy pokazują jednak, że sektor publiczny bez większych problemów poradził sobie z sytuacją. W styczniu 2020 egzamin z e-przetargów będą musiały zdać też mniejsze podmioty.

Przetargi publiczne organizowane są przez wszystkie instytucje korzystające ze środków publicznych. Są to zatem między innymi ministerstwa, szpitale, szkoły, uczelnie, urzędy miast i gmin czy wojewódzkie. W procesie postępowań przetargowych kupowany jest i sprzęt medyczny, i papier do drukarek czy usługi utrzymania zieleni lub wywozu nieczystości. W każdym przetargu biorą udział zamawiający oraz wykonawcy, czyli firmy, które mogą dostarczyć potrzebne przedmioty i usługi. Obie strony musiały dostosować się do nowości w ustawie PZP.

Według nowych przepisów, czyli jak?

Największą zmianą w ustawie jest ta, która mówi o konieczności elektronicznej komunikacji między zamawiającymi a wykonawcami. A to oznacza, że instytucje publiczne, które przeprowadzają postępowania powyżej progów unijnych, muszą skorzystać z portalu e-Usług. Do wyboru mają rozwiązania komercyjne lub rządowy miniPortal. Co ważne – każde z dostępnych na rynku tego typu narzędzi jest dziś oparte na chmurze. Zamawiający nie potrzebują więc wielkich zmian technologicznych, bo wdrożenie takiego rozwiązania jest proste i szybkie.

Z punktu widzenia wykonawcy najważniejszy jest kwalifikowany podpis elektroniczny, bez którego nie będzie w stanie złożyć swojej oferty. Wzięcie udziału w przetargu elektronicznym wymaga zalogowania się na platformie dostarczonej przez zamawiającego, wypełnienia wymaganych dokumentów i przesłania potwierdzonej podpisem oferty. Jeśli zamawiający korzysta z miniPortalu, wykonawca musi mieć także aktywne konto na platformie e-PUAP. Co istotne, również otwarcie i publikacja ofert mogą odbywać się teraz w pełni elektronicznie, bez bezpośredniego spotkania stron.

Trudne dobrego początki

Jak każda zmiana, tak i ta wiąże się z pewnymi trudnościami, przede wszystkim po stronie zamawiających. Problematyczne może być samo przestawienie się na elektroniczny tryb obsługi całego procesu przetargowego. Zwłaszcza dla tych, którzy od lat działali inaczej. Tu z pomocą przychodzą narzędzia informatyczne, które – jeśli dobrze przygotowane – są intuicyjne i proste w obsłudze.

Wykonawcy muszą przestawić się na pracę z systemami, które wymagają od nich dyscypliny czasowej. Złożenie oferty na ostatni moment w przypadku korzystania z portali e-Usług jest ryzykowne, choćby dlatego że samo podpisywanie oferty kwalifikowanym podpisem elektronicznym może potrwać do kilkunastu minut. Obie strony przetargów publicznych muszą zatem choć minimalnie przygotować się i poznać narzędzia. Pomogą w tym dostawcy portali e-Usług.

Nowa rzeczywistość, z którą od niedawna mierzą się zamawiający i wykonawcy, wymaga wsparcia nie tylko ze strony instytucji tworzących i interpretujących prawo, ale i od dostawców technologii. Portale e-Usług to dla wielu podmiotów publicznych nieznany teren, którego trochę się obawiają. To po stronie usługodawców leży odpowiednie przygotowanie sektora do korzystania z tych narzędzi. Szkolenia, webinary, instrukcje, a także infolinie obsługiwane przez doświadczonych konsultantów powinny być dziś standardem zapewnianym przez dostawców usług – mówi Piotr Matysik, prezes zarządu Marketplanet.

W spokojnym przystosowaniu się do nowych przepisów nie pomaga też niepewność co do przyszłości rozwiązań technologicznych, które mają wspierać elektronizację. 11 marca Urząd Zamówień Publicznych poinformował, że odstąpił w całości od umowy na zaprojektowanie i wdrożenie Platformy e-Zamówienia. Powodem tej decyzji była zwłoka wykonawcy w realizacji umowy. Zamawiający zastanawiają się, jak wpłynie to na ich funkcjonowanie.

Portale e-Usług w zupełności wystarczają do tego, aby przeprowadzać postępowania publiczne zgodne z ustawą PZP. I według modelu obowiązującego w Polsce – to na nich będzie się opierać nadal komunikacja między uczestnikami e-przetargów, nawet kiedy powstanie Platforma e-Zamówienia. Zamawiający korzystający z komercyjnych portali e-Usług lub rządowego miniPortalu – są w pełni gotowi do udziału w e-przetargach. I to się nie zmieni w przyszłości – uspokaja Piotr Matysik.

Potyczki prawne

Niejasna bywa także interpretacja nowego prawa. Krajowa Izba Odwoławcza, organ odpowiedzialny za rozpatrywanie odwołań wnoszonych w toku postępowań o udzielenie zamówień publicznych, wydała już kilka pierwszych wyroków w sprawach spornych między zamawiającymi a wykonawcami. Największe wątpliwości do tej pory wzbudziły sposób tworzenia ofert – KIO najpierw zadecydowała, że podpisanie podpisem elektronicznym skanu papierowego dokumentu z klasycznymi podpisami i przesłanie go za pomocą portalu e-Usług zamawiającemu nie jest zgodne z ustawą Prawo Zamówień Publicznych, trudno bowiem ustalić, czy jest jest to kopia czy oryginał oferty, później jednak zmieniła linię orzeczniczą w tym zakresie (wyrok o sygn. KIO 119/19) – oraz jednoznaczna odpowiedzialność za problemy techniczne platformy e-Usług. W tym drugim przypadku KIO uznała, że to wykonawca musi udowodnić, że nie dostarczył oferty z powodu wadliwego działania platformy zakupowej.

Nowa ustawa wzbudza wiele dyskusji, nie tylko między – wydawałoby się – najbardziej zainteresowanymi stronami. Do wyroku KIO uznającego nieważność kwalifikowanego podpisu elektronicznego z powodu zastosowania skrótu SHA-1 odniosła się niedawno Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji, nie zgadzając się z tą linią orzeczniczą KIO. Sama izba zmieniła też linię orzeczniczą, uznając w sprawie KIO 137/19, że jednolity europejski dokument zamówienia (JEDZ) podpisany przy użyciu algorytmu SHA-1 jest ważny. Takich wyroków i sporów na pewno przed uczestnikami przetargów publicznych jeszcze wiele.

Zmiany na korzyść

Mimo wciąż pojawiających się pytań i wątpliwości e-przetargi działają sprawnie i bez większych problemów. Podmioty publiczne weszły w nową rzeczywistość z optymizmem, widzą bowiem korzyści, jakie przyniosły im zmiany w ustawie Prawo Zamówień Publicznych.

To dobra wiadomość, zwłaszcza dla tych, którzy wdrożenie procedury e-przetargów mają jeszcze przed sobą. Ustawodawca upomni się bowiem niedługo o kolejną dużą grupę zamawiających – tych, którzy przeprowadzają postępowania poniżej progów unijnych. Ich nowe prawo obejmie już 1 stycznia 2020 roku.

Zamawiający organizujący przetargi na mniejsze kwoty mają bardzo dobrą sytuację. Na rynku są już gotowe rozwiązania oraz pierwsze praktyki. Szlaki zostały zatem przetarte. To od nich zależy, czy skorzystają z doświadczeń większych instytucji i zawczasu przygotują się do zmian. Warto to zrobić, tym bardziej że nic nie stoi na przeszkodzie, aby z portalu e-Usług w postępowaniach poniżej progów unijnych korzystać już dziś. Wiele mniejszych instytucji zresztą już tak robi. Dzięki tym połączonym siłom dużych i małych zamawiających tylko za pośrednictwem naszego portalu e-Zamawiający od 18 października 2018 roku przeprowadzonych zostało ponad 900 przetargów, w których złożono 1500 ofert. Te liczby będą rosnąć – podsumowuje Piotr Matysik z Marketplanet.

Ustawa Prawo Zamówień Publicznych zmieniła sposób przeprowadzania przetargów publicznych. I choć zdarzają się wątpliwości i niejasności, instytucje przystosowały się do nowych warunków bez większych problemów. Niebawem ten sam proces będą przechodzić także mniejsze podmioty. Jeśli wykorzystają doświadczenia instytucji objętych nową ustawą w ubiegłym roku, styczeń 2020 nie wpłynie znacząco na ich codzienność.

Źródło: Marketplanet

Komentarzy (0)

Zdjęcia z naszego Flickr'a

Zobacz więcej zdjęć

POWIĄZANE STRONY

ELASTYCZNY WEB HOSTING